Wyścig o życie
Samotny człowiek podczas zimy na dalekiej północy nie ma szans na przeżycie. Jeśli ma psy i sanie - może dokonać rzeczy niezwykłych.
Druga połowa stycznia 1925 r. Osada Nome nad Morzem Beringa na Alasce, to miejsce, gdzie odpoczywają i zaopatrują się w sprzęt i żywność poszukiwacze złota. Tutaj odbierają pocztę i zamieniają samorodki na narzędzia, jedyną na pół roku kąpiel, dwa kwadranse z kobietą, flaszkę whisky i kilka partyjek pokera. Zima jest sroga, Nome pęka w szwach - przed surową aurą chowają się w mieście traperzy, podróżnicy, górnicy. Niespodziewanie u kilkorga dzieci stwierdzono dyfteryt. Wybucha epidemia. Lekarstw starcza tylko dla nielicznych. Ludzie, szczególnie dzieci, zaczynają umierać. Sytuacja staje się dramatyczna.
Odcięci od świata
Telegrafem wysłano do Fairbanks, Anchorage, Seward i Juneau rozpaczliwe prośby o natychmiastową pomoc. Gruba pokrywa lodowa na morzu nie pozwalała na transport leków drogą wodną. Na transporty z powietrza także nie ma co liczyć - nad Alaską szaleją śnieżne burze. Temperatura spada poniżej -40°C, a podczas huraganowych zamieci odczuwalna jest nawet jako -65°C. Miasteczko jest praktycznie odcięte od świata, a dyfteryt zbiera coraz większe żniwo. Sprawa jest jasna: jeśli do Nome nie dotrze transport szczepionek, mieszkańcy osady po prostu umrą.
Nadzieja w psach
Powyższy opis to nie jest początek scenariusza dramatycznego thrillera, ani sensacyjnego serialu. Te wydarzenia miały miejsce naprawdę - przeszły do historii USA i stały się legendą Alaski i jej mieszkańców.
Od wieków tradycyjnym i właściwie jedynym środkiem lokomocji na Alasce były psie zaprzęgi. To właśnie maszerzy dostarczali swoimi saniami pocztę, dokumenty, towary. Dla odległego Nome stali się w pamiętnym styczniu 1925 r. jedyną nadzieją na ocalenie. Dwudziestu śmiałków z ponad 150 psami zaprzęgowymi podjęło się karkołomnej próby dostarczenia surowicy do skutego mrozem miasteczka. Leki dostarczono drogą powietrzną z Anchorage do niewielkiego Nenana. Tutaj bezcenny ładunek zapakowano na sanki - śnieżne burze i wiatr wiejący z prędkością ponad 120 km/h wykluczały dalsze latanie. Z Nenana do Nome jest 1085 km (dokładnie - 674 mile). To odległość, którą w normalnych warunkach dobrze wprawiony maszer (opiekun i poganiacz psów) przebyłby saniami w 13 dni. 1 lutego ostatnie paczki załadował na swoje sanie maszer Gunnar Kassen, z pochodzenia Norweg, który od lat żył i pracował na Alasce.
Liderami zaprzęgu były dwa psy rasy syberian husky: Tongo i Balto. Ten drugi przeszedł do historii jako pies, który instynktownie odnalazł drogę w szalejącej zamieci i gdy Kassen był bezradny, po 20 godzinach walki z mrozem, śniegiem i wiatrem doprowadził przez ostatnie 53 mile zaprzęg do celu. Mieszkańcy Nome zostali uratowani. Niesamowity rajd przez Alaskę, który trwał zaledwie 127 godzin i 30 minut nazwano "Serum run" lub wyścigiem o życie. Dzielnemu Balto ze składek dzieci z całego kraju wzniesiono 25 grudnia 1925 roku pomnik w nowojorskim Central Parku. Stoi tam do dziś, a zdobi go taka inskrypcja: Dedykujemy nieposkromionemu duchowi psów pociągowych, które dostarczyły szczepionkę i pomoc z Nenana przez 600 mil surowych lodów, zdradzieckie wody i arktyczne zamiecie do dotkniętego chorobą Nome w zimie 1925 roku - Wytrwałości, Wierności, Inteligencji. Prawda, że iście amerykański happy end? Mroźne zmagania Sława alaskańskich maszerów i uznanie dla ich kunsztu układania psów zaprzęgowych to nie wszystko, co zostało po wyczynie sprzed wieku. Dla jego upamiętnienia organizowany jest co roku od 1973 wielki wyścig Iditarod Trail Sled Dog Race, którego trasa wiedzie przez niemal całą Alaskę i liczy prawie 2000 km. To najbardziej prestiżowy wyścig psich zaprzęgów na świecie, choć za najtrudniejszy uznaje się Yukon Quest. Początkowo miał być jedynie sprawdzianem dla psów i maszerów. Jednak zmienił się w pełni komercyjny wyścig, a nagrody wynoszą ponad 100 tys. dolarów. Jak trudny to wyścig niech świadczy fakt, że choć na starcie pojawia się około setki najlepszych i najbardziej doświadczonych zaprzęgów z całego świata, do mety dociera nie więcej niż 30 ekip.
Każdy zaprzęg składa się z 12-16 psów, a warunkiem klasyfikacji na mecie jest posiadanie w zaprzęgu minimum 6 psów. Wielka ceremonia startu odbywa się w Anchorage, ale właściwy start ma miejsce w położonej około 113 km na północ miejscowości Willow (od początku istnienia do 2002 roku startowano z miejscowości Wasilla). Meta znajduje się oczywiście w Nome. W latach przestępnych wyścig biegnie w odwrotnym kierunku. Najlepsi maszerzy ze swoimi psami pokonują tę trasę o długości około 1850 km w 9-10 dni. To jedna z niewielu dyscyplin, w której mężczyźni są klasyfikowani wspólnie z kobietami. Rekord (8 dni, 22:46:02) należy do Martina Busera, który trzykrotnie wygrał te zawody jako obywatel Szwajcarii, a po otrzymaniu obywatelstwa amerykańskiego dorzucił czwarte zwycięstwo w 2002 roku.
To absolutny fenomen - jako jedyny człowiek pokonał trasę poniżej dziewięciu dni. Rick Swenson wygrał Iditarod 5 razy i dotychczas nikt mu nie dorównał. Pierwszą kobietą, która ukończyła Iditarod była w 1974 roku Mary Shields, natomiast pierwszą damą, która wygrała Iditarod była Libby Riddles (1985). Pierwszą osobą, która zwyciężyła trzy razy z rzędu była w latach 1986-88 Susan Butcher. Zwycięzca z 2007 roku, Lance Mackey jest pierwszym człowiekiem, który w jednym roku zwyciężył w Yukon Quest i w Iditarod - dwóch najtrudniejszych wyścigach. Zdobywając pierwsze miejsce w 2007 r., dołączył do swojego ojca Dicka i brata Ricka, którzy zwyciężyli odpowiednio w 1978 i 1983 roku. Wszyscy trzej podczas uczestnictwa w zawodach startowali z numerem 13. Jedną z nagród dla wygrywającego Iditarod jest nowy samochód pick-up, ostatni maszer, który ukończył wyścig otrzymuje tytuł "Czerwonej Latarni". A na tych ostatnich czeka się w Nome czasem i kilka tygodni.
Sprzęt, którym posługują się współcześni maszerzy bywa bardzo różny: ortodoksyjni wielbiciele zaprzęgów korzystają z tradycyjnych sań z giętego jesionu wiązanego rzemieniami i piecyków rodem z okresu "gorączki złota" (blaszane pudełko z otworkami, w którym pali się gałązkami, a na przykrywie stawia garnki ze śniegiem). Inni używają sań z włókien węglowych, nylonowych lin, superlekkich kotwic (hamulców) i lekkich naczyń z kompozytów oraz butli gazowych i kuchenek. Ale tak naprawdę liczy się tu nie sprzęt, a hart ducha, doświadczenie, wytrzymałość i wzajemne zaufanie człowieka i psów. Nie ma zawodów, podczas których dzielne psy nie ratują swoich opiekunów. Wyciągają ich z przerębli, odnajdują drogę w zamieci, znajdują wodę, a gdy trzeba ogrzewają własnym ciałem. Niepowodzenia zawsze są skutkiem słabości człowieka.
Psy nie popełniają błędów, są wierne do bólu, wytrzymałe i gotowe biec do samego końca. Nie patrzą, czy będzie to meta, czy śmierć.
Pies - to brzmi dumnie
Iditarod to nie tylko największa impreza sportowa na Alasce. To przede wszystkim rywalizacja o sławę. Triumfatorzy stają się bohaterami, a ceny szczeniaków pochodzących ze zwycięskich rodów sięgają czasem ponad 10 tys. dolarów!
Siberian husky, alaskan husky, samojed, malamut - to rasy, które znane są od bardzo dawna. Już kilka tysięcy lat temu Czukcze i inne plemiona eskimoskie korzystały z nich do przemieszczania się po bezkresnych pustkowiach lodowatej północy. Przez wieki współpracy z człowiekiem w tych supertrudnych warunkach psy te wykształciły w sobie unikalne cechy, które przekazywane są kolejnym pokoleniom. Dzięki kynologicznej wiedzy i pracy hodowców powstały liczne krzyżówki (dziś uznawane już za pełnoprawne rasy) psów, m.in. z wilkami. To zadziwiające, ale nawet niewielka domieszka "dzikiej" krwi sprawia, że wytrzymałość psa zwiększa się dwukrotnie! Dobrze wytrenowane psy potrafią przebiec w ciągu dnia dystans ponad 100 km. Najważniejszy w zaprzęgu jest lider (lead dog) - to on panuje nad zaprzęgową sforą, on utrzymuje tempo, on wybiera najlepszą drogę i kierunek. Jeśli taki pies chętnie współpracuje z maszerem, ma z nim ten nieuchwytny, partnerski kontakt - jest zwierzęciem bezcennym, a jego potomstwo to prawdziwa żyła złota. Ale i "team dogs" to wspaniałe zwierzęta. W ekstremalnych sytuacjach same wybiorą następcę lidera, zdecydują, czy ruszyć w dalszą drogę, sprowadzą pomoc. Jeśli będzie trzeba - zdobędą pożywienie, dadzą sobie radę - przeżyją. Człowiek bez psów nie ma najmniejszych szans. I choć dziś mieszkańcy Alaski mają do dyspozycji ciągniki i skutery śnieżne, bezgranicznie kochają swoje zaprzęgi, a wyścig Iditarod jest dla nich ważniejszy niż święto narodowe. No, bo - czyż można przytulić się do skutera?
Tekst: Wojciech Walczuk
Źródło artykulu: turystyka.interia.pl
Opublikowano: 2009-03-09 15:30:05
Link do strony z artykułem: http://turystyka.interia.pl/swiat/news/wyscig-o-zycie,1271868,3576